Non Stop (1988-1989)

makieta. ponadto: teksty, ilustracje, zdjęcia
mój Non Stop (VII 1988 – X 1989) to dłuższa historia. jedyny¹ w świecie miesięcznik, który nie miał stałej winiety: „logogram” zmieniał się z numeru na numer; oficjalny fanzin. a mimo to po 3 miesiącach sprzedaż wzrosła o 20-25 procent. przy nakładach sporo ponad sto tysięcy. inne czasy.
ale gazetka była fajna.
[mrm]

¹ – jednak nie jedyny. w końcówce lat 90. ktoś podesłał mi link do periodyku, wychodzącego w NRD (tak: w DDR!), o frapujących formalnych zabawach z tytułem, muszę znaleźć link; zaś w 2015 roku strona dangerousminds.net objawiła mi NO MAG, zadziwiająco podobny do tego, co chciałem robić, acz niestety wcześniejszy. a pewnie były i inne…

(a teraz bardziej szczegółowo)
………………………………………………………………………
NS 7/88


dłuższa opowieść…
………………………………………………………………………
NS 8/88

obok okładki – widoczna reklama „górnicza”; o nich jeszcze będzie niżej.
………………………………………………………………………
NON STOP 10/1988


Dwie okładki: pierwsza, niejako antyokładka – w pionie (wtedy: rewolucja ;). na drugiej – iggy pop, pisany „logogramem”. czyli – właściwa okladka ;)
na obrazku obok okładki: fotobalanga: Janek Pospieszalski i MIG-21 z jarocina, oraz pewien gitarzysta z Rolling Stones…


………………………………………………………………………
NS 11/88

Dla mnie – szczyt odwagi. Wtedy, no nieco wcześniej wszystkie pisma na rocznicę rewolucji październikowej (przypadającą nie wiedzieć czemu w listopadzie) umieszczały co się dało z gablotki Wielkiego Słowiańskiego Brata. U nas – amerykańska flaga (jak to się wszystko pozmieniało!), punk, Yoko i Lennon, lew rasta, pociski, zapowiadające tekst Hołdysa pt. czy muzyk rockowy też musi iść do wojska? I wreszcie finał: drzeworyt, wycięty (patrz scissors art – kiedyś dodam…) z zachodniej gazety: nawet Piotr Wielki wydawał się nieco prymitywny (dla ostrożności po angielsku).
………………………………………………………………………
Non Stop nr 12/88

Okładka: Piotr Młodożeniec. A to dlatego, iż wydawało mi się, że on bardziej się nada do numeru o Sex Pistols. Za to mój ulubiony (własny) obrazek jest na stronie 5. W tle: chyba Klemens Gottwald. Ale głowy nie dam.
Pisałem – nie ja jeden – w Non Stopie dosyć grafomańsko. Ale czasem jeszcze mogę się odczytać:

Idą trudne chwile. Zima, ciemność, te rzeczy. Budzą się miłośnicy symfonicznego rocka. Nie jest dobrze. Panienki w domach, faceci mało eleganccy. Pora jesionki.

I czy coś się zmieniło w grudniach? Może tylko faceci wypięknieli. A panienki w tirach.
W numerze ponadto: the Smiths, Fela Kuti autorstwa Jerzego Kleszcza, Sławomir Kulpowicz, dwie strony o Rush Janka Skaradzińskiego („O Rush można w nieskończonośc, ale ta dawka powinna wystarczyć…” Jak to póżniej skomentował Wacławiak: rush-dwa-rush-dwa-rush-dwa-i tak dalej);
no i oczywiście Patti Smith, z tekstami i opinią Piotra Bratkowskiego o jej poezji. Jak zwykle kulturalna. W przeciwieństwie do listów od ludzkości, które zawsze były mocną stroną tej gazety. Z samych listów możnaby ułożyć doktorat o PRL-u.

Pamiętajcie, polska zdrowa młodzież słucha tylko polskiej muzyki ludowej i klasycznej. Prawdziwy Polak nigdy nie będzie żadnym „skinem”, „punkiem”, „hippiesem” czy inną małpą! polska dla Polaków! Prawdziwy Polak Katowice.

Do tego odpowiedź Soporka: „Prawdziwy może być tylko grzyb i Opowieść o prawdziwym człowieku.”
………………………………………………………………………
NON STOP 1/1989


………………………………………………………………………
NON STOP 2/1989
numer zawiera lokowanie grupy KISS oczywiście. ilustracja na okładce: tradycyjny scissort art + dodatki własne, ołówkiem, tuszem, piórkiem, klejem i nożyczkami właśnie.

………………………………………………………………………
Non Stop 03-04/89

numer 3 nie wyszedł na czas, wszystko się waliło, jak socjalizm (sądziliśmy wtedy). połączyliśmy go z numerem 4, do którego okładkę zrobili Aasi Kootstra i Piotr Młodożeniec. a ile miałem z nimi zabawy, żeby im wytłumaczyć, że tego nie można, tamtego drukarnia zabrania, a to nie wyjdzie. artyści…


………………………………………………………………………
NON STOP nr 5/1989


Numer miał dwie okładki. Jedną normalną a drugą o 180 stopni odwróconą. Numer schodził się do środka z dwóch stron, oczywiście teź obrócony. Na rozkładówce był stały dział: „obladi oblada”
(czyli jak się łatwo domyślić listy od czytelników, tendencyjnie wybierane i złośliwie komentowane). Na jednej stronie było obladi, a na drugiej (o180 stopni) oblada.
Na jednej był Franek Zappa z gigantycznym ołówkiem, w cylindrze Wuja Sama. Na drugiej Czarni Murzyni W Błocie Pijący Tanie Wino A Krowa Im Robi Dobrze. czyli haitańskie obrzędy woodoo, w wydzierce ze Sterna.
Na marginesach dopiski (patrz: Kisiel; patrz: cenzura) głosiły: Ludzie Fleishmann i Pons zrobili syntezę jądrową w wannie!
Wstępniak – był to numer dwusetny – podawał daty i co było kiedy na okładce. Bardzo pouczające.
W numerze: Lou Reed, opowiadanie Marka Nowakowskiego, Bob Marley autorstwa Jurasa Giebułtowskiego i Piotra Młodożeńca (ilustracja), Metallica, the Clash, Def Leppard (kapela z jednorękim perkusistą), Opera, Chamstwo Hołdysa, Kurt Schwiters i La Toya z Playboya (wycięta).
Hasłem numeru, wymyślonym chyba przez Hołdysa, ale z braterską pomocą Przyjaciół, było: PISARZE DO SZPADLI, ROBOTNICY NA DRZEWO. (Był rok 89. Dopiero dziś się udało zrealizować.)

………………………………………………………………………
Non Stop 7/89

W 89 gazeta wychodziła już mocno nieregularnie. Drukarnia szwankowala, może też wydawca jej nie płacił. Burdel. Stąd w każdej główce dystansowaliśmy się: to zadziwiające, udało się nam wydać numer; teoretycznie czerwcowy. jakoś trzeba się było tłumaczyć za innych.
Numer mocno metalowy: Niedyskretny urok diabelstwa Wacławiaka, Suicidal Tendencies, Guns n’ Roses, Living Colour, Dead Kennedys – te klimaty. Do tego Little Red Rooster i jego rewelacyjne tłumaczenie współautorstwa F. Ł., M.M i K.W.

Jestem czerwonym kogutkiem
dziś nie chce mi się piać
wszyscy u nas w zagrodzie
czują się coś nie tak

Burki szczek wszczynają
psiowi będom wyć
niech cwaniuch uważają
czerwony kogutek poszedł do kury-nędzy

Jak zobaczysz mojego kogutka
powrotną drogę mu wskaż
bo straszna w zagrodzie ruchawka
odkąd kogutek mi zwiał.

Do tego Anielah H., ówczesna towarzyszka życia Filipa Ł. dopisała bardzo naukawą „Glosę do czerwonego kogutka” – a ja dałem do niej jako poddruk jęzor Rolling Stonesów. W drukarni jęzor wywalili za mocno (nie mieliśmy żadnej kontroli nad tym, co wyjdzie w druku), tak, że tekstu się nie dało czytać. Czesto się to zdarzało, odkąd polubiłem poddruki, koledzy na mnie wrzeszczeli – ale tym razem Soporek orzekł: temu tekstowi to tylko pomogło.
Do tego antykomunistyczny Wieslaw Weiss:

Pierwszy maja. Miałem nadzieję, że telewizja dostrzeże robotnicze święto i uczci je na przykład pokazem filmu Robotnicy 80. Bardzo się zawiodłem. Nie pozostało mi nic innego, jak posluchać robotniczych pieśni zespołu Black Sabbath.

„Amerykański Stalin też istniał… […] Rokendroll to wielki brudny interes” – napisałem w tekście o Guns n’ Roses, obficie komentowanym glosami Krzysia Waclawiaka i – momentami – Soporka. „Ty ohydny cymbale! – K.Wacł.; ty polityczny ignorancie – WS” I tak dalej. Ale na wielki brudny interes Wacławiak napisał: to mnie się podoba. I wtedy przyszły lata 90.
………………………………………………………………………
Non Stop nr 8/89

Nie nadążaliśmy za zmianami cen. Na tej okładce cena zmianiała się chyba ze 3 razy. I dlatego nazywał się: jest dobrze. A było już bardzo źle.
W tym numerze Hołdys wszedł w politykę. Wmusił w nas, a najbardziej w Soporka rozmowę z „Nowym człowiekiem w Sejmie” Janem Lityńskim. KOR, Solidarność – te klimaty, choć sluszne i antykomunistyczne, nie przekonywały nas zupełnie. Chcieliśmy robić inne pismo.
Ulubiony tekst w tym numerze to mój własny wiersz pt. Odlot, ze zdjęciami Iana Curtisa, Petera Tosha i Led Zeppelin (w zasadzie szło o jednego członka kwartetu). Do kompletu zdjęć brakowało w zasadzie tylko Morrisona, Hendrixa, Janis Joplin i Kurta Cobaina. Ale był rysunek Staśka M. – zawsze prywata! – z kolorowym ptaszkiem.
Wiersz leciał tak:

i to wszystko.


………………………………………………………………………
NS 9/89

………………………………………………………………………
Non Stop nr 10/89

Remanenty. Ostatni mój. Ściślej mój i Filipa Łobodzińskiego. Hołdys w biurze (przyszłej) Unii Wolności na placu Konstytucji. Soporek na wakacjach, Wacławiak w Londynie. Demokraci ze Stronnictwa opdnosili cenę pisma (nam mówili 150 zł, po druku ustalili cenę na 500 zł). Byliśmy wkurwieni. To widać po okładce. Jej hasło: “się nie udało”. Były jeszcze inne teksty na niej, ale Soporek wrócił z urlopu i ocenzurował. To ta czarna ramka dookoła zdjęcia, dodana w drukarni. Don’t stop.
W środku: tekst i nuty I Can’t Get No / Satisfaction, Marcin Rosiński o Los Loveros, „Niezwykły wyczyn rumuńskiej nauczycielki”, Alice Cooper, The Residents, apel Ruchu Wolność i Pokój „Ratujmy Błonia”, Swans, CCR, the Who na obrazku, rodzina (już wtedy u nas!) Ozzy’ego Osbourne.

(To jest Ozzy. Gazeta Billboard poświęciła Ozzy’emu pół numeru. To około 45 stron. Może trochę mniej. Te zdjęcia wycinał: Mak. Ozzy. A to jego żona Sharon. Ozzy grał kiedyś w zespole Black Sabbath. Bardzo dobry zespół. Już go nie ma. Teraz jest Ozzy. Kum-kum.)

W fotobalandze były zdjęcia gołych kobiet. i Joe Satrianiego. A na dodatek pożegnaliśmy się z zespołem, który wymyśliliśmy (i informowaliśmy o nim na bieżąco, w prawie każdym numerze; oto co znaczy odcięcie od świata!): Wild Oats.
[mrm]

………………………………………………………………………
i powoli wrzucę tu wyżej kolejne „moje” numery, powoli…
[mrm]

i różne linki:

Filip Łobodziński (…) Ingerencja Stronnictwa Demokratycznego, wydającego Tygodnik Demokratyczny, pod którego skrzydłami wychodziliśmy, była prawie zerowa. A kiedy nastał grafik Mirek Makowski, tuż po moim pojawieniu się, zaczęła się kompletna anarchia.