sztokholm, jazz festiwal (1987)

z Young Power – jazda. no: niezła… a dodatkowo Albert Collins, Stan Getz (genialny koncert, anegdoty: m.in. jedna z Alkiem Koreckim)), Dizzy Gillespie… uczta, szkoda tylko, że za nędzne grosze.
ale koncert Milesa Davisa w lunaparku (tam na zdjęciu wyżej zobaczycie: malutki Miles na scenie…), tuż przed zamknięciem, prawie białe noce… warto było.
mr m.